Droga na powierzchnię – i jeszcze dalej

Ta historia może wydawać się „cudem”, ale w rzeczywistości jest owocem ciężkiej pracy Michała i wielu dobrych ludzi, których spotkał na swojej drodze.

Niewielkie mieszkanie skrzętnie zagracane przez kolejnych lokatorów, którzy zmieniali się jak w kalejdoskopie. W sypialni podłoga usiana nieotwartymi kopertami, brudnymi naczyniami i ubraniami. Środek dnia. On leży w łóżku, zawinięty w skotłowaną pościel. Mieszka tu od niedawna. Kim jest? Jak tu wylądował? Co czeka go po odbiciu się od dna? 

Zanim trafił do tego mieszkania, przeżył trudny rejs. Od urodzenia przebywał w domach dziecka. Ze względu na niepełnosprawność intelektualną w stopniu lekkim, rówieśnicy go nie oszczędzali. Kadra placówek, do której miał podobno szczęście, nie była w stanie mu tego zrekompensować. 

Pierwszy członek załogi

Najpierw pani Barbara Nowacka. Poznała go, kiedy miał 17 lat. Prowadziła zajęcia, na które przyszedł razem z wychowawcą z domu dziecka. Był wycofany, niepewnie obserwował otoczenie. Raczej się nie odzywał. Jak sam mówi – dziób na kłódkę.

– Przedstawił się jako Michał i niewiele więcej mogliśmy z niego wyciągnąć – stwierdza pani Barbara. 

Pani Barbara umożliwiła Michałowi wyjazd na kilka obozów organizowanych przez fundację, w której wtedy pracowała. Tam poznał młodych ludzi, którzy chcieli go zrozumieć. W końcu dał się lepiej poznać. Nawiązał kilka przyjaźni. Na jego twarzy pojawił się uśmiech.  

Niestety, wakacje nie trwają wiecznie. 

Rejs na nieznane wody 

Po powrocie do rzeczywistości, złapała go pełnoletniość. Oznaczała przeniesienie z domu dziecka do mieszkania chronionego, w którym miał uczyć się dorosłości i samodzielności. Zaczął trenować coś, do czego dotychczas nie dopuszczano go ani przez moment.

Pani Barbara nadal była blisko. Pomagała Michałowi w ramach projektu opieki nad mieszkaniami chronionymi. Robiła tyle, ile może zrobić jedna osoba, starając się wciągnąć Michała w tryby dorosłego (prawdziwego?) świata. 

– Z domu dziecka nie wychodzi się w pełni ukształtowanym. Te dzieciaki wielu rzeczy nie potrafią, bo ich nie doświadczyły – opowiada pani Barbara. – W mieszkaniu chronionym Michał zamieszkał z Adrianem. Początki były trudne. Kiedy przepalała im się żarówka, zaczynali przekręcać te działające między lampami. Raz świeciła w łazience, za chwilę już w kuchni. O gotowaniu też nie mieli pojęcia, bo nikt ich go nie uczył. Potrafili w jednym garnku przygotować razem makaron, ryż i kaszę. Kiedy pytałam dlaczego, odpowiadali, że przecież i tak jak się zje, to się wymiesza, prawda? (śmiech)

Adrian nie chodził do szkoły i szybko stracił miejsce w mieszkaniu chronionym. Wsparcia szukał u bezdomnych rodziców. Zniknął z radarów systemu. 

Michał utrzymał się w tym lokum dłużej. Niestety, kolejni współlokatorzy wykorzystywali jego uległość i to, że nie umiał odmawiać.  

Do większości swoich smutnych przygód Michał przyznawał się pani Barbarze po dłuższym czasie. Na przykład, że często spał na klatce schodowej, bo współlokator miał “gości” i nie chciał go wpuścić. Interwencje ze strony opiekunów przynosiły chwilową poprawę, ale sytuacje się powtarzały.

Kolejne porty 

Pani Barbara nie tylko opiekowała się Michałem w mieszkaniu, chodziła też na wywiadówki i inne szkolne uroczystości. Bardzo się ze sobą zżyli, dla Michała do dzisiaj jest Ciocią Basią. 

Kiedy Michał opuścił mieszkanie chronione, bo dostał lokal socjalny, zostałam jego wolontariuszką i pomagałam mu w każdej wolnej chwili – opowiada. – Niestety mieszkam pod Warszawą, więc nie miałam możliwości być przy nim bez przerwy. 

Wszystko zmierzało ku lepszemu. Michał od dłuższego czasu utrzymywał pracę jako ochroniarzPani Barbara zorganizowała dla swojego podopiecznego meble, żeby mógł się urządzić w nowym mieszkaniu. 

Michał do mieszkania wprowadzał się (niestety) z pomocą sąsiadów. Sąsiadów, którzy bardzo chętnie wykorzystali jego miłe usposobienie i zagubienie w nowej sytuacji. Poczuli, że w mieszkaniu Michała jest cieplej i przytulniej niż u nich. Najpierw były gościny. Po jakimś czasie Michał nie miał już wstępu do lokalu, który zmienił się w melinę. Kiedy zadzwonił na policję, został przez nowych lokatorów pobity.  

Przeniósł się do matki, z którą miał lepszy kontakt, odkąd znalazł pracę. Wytrzymał tam dwa miesiące. Kolejne kłótnie, mimo wielkiej miłości do niej, doprowadzają Michała do drastycznego kroku. Do kolejnej tajemnicy. 

– Zadzwonił do mnie – opowiada pani Barbara. – Wyciągnęłam z niego, że od jakiegoś czasu śpi na klatkach schodowych. Nie chciał się do tego przyznać.  

W pracy też się nie układało. Został przeniesiony z ochrony salonu samochodowego do sklepu. Tam trafiło się kilku współpracowników, którzy wyzwiskami i wyzyskiwaniem Michała skutecznie go wypłoszyli. Po prostu przestał tam chodzić. 

Pani Barbara musiała dokonać kolejnych cudów. Znalazła pokój, małą klitkę, którą Michał musiałby sam ogrzewać i wyremontować. Mieszkanie było w katastrofalnym stanie.

Pracę także udało się Michałowi odzyskać z pomocą pani Barbary. Negocjacje z przełożonym i wyjaśnienie przyczyn nieobecności umożliwiły mu powrót. Utrzymuje swoje stanowisko do dziś.  

Wyglądało na to, że od dna da się odbić. 

Wszyscy na pokład

Droga na powierzchnię miała jednak jeszcze trochę potrwać.  

Jesteśmy w zagraconej sypialni, w której śpi Michał. To jego pierwsze spotkanie z Fundacją Szczęśliwej Drogi, którą Kamilla Gibas założyła wspólnie z panią Barbarą.

– Nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam – opowiada Kamilla. – Brud, rozpadające się meble, śmieci zostawione przez poprzednich lokatorów… Ale najgorsze okazały się koperty. 

Mandaty, wezwania do zapłaty, pisma od komorników. Zespół Fundacji ustalił, że to około 15 000 złotych długu. Pomoc w tej sprawie powinna być łatwiejsza, skoro Michał ma orzeczenie o niepełnosprawności w stopniu lekkim, prawda? 

Powinna, tylko że Michał orzeczenia już nie ma, bo nie wystąpił w terminie o jego przedłużenie. Po interwencji zespołu Fundacji i zawnioskowaniu o ponowne orzeczenie, komisja wydała decyzję, że niepełnosprawności nie ma. Przez całe życie była, ale teraz zniknęła, rozpłynęła się w powietrzu. 

Tak jak wcześniej w powietrzu rozpływali się ludzie, którzy na nazwisko Michała podpisywali umowy na telefon komórkowy. Tak jak przemiła pani, która zaczepiła Michała na chodniku i sprzedała mu kurs języka angielskiego. Częścią umowy o kurs był też kredyt. Zagubiony chłopak z tendencją do jeżdżenia bez biletu autobusami i pociągami powiększył swój dług o kolejne tysiące złotych.

– Do odwołania od decyzji, dołączyliśmy zestawienie wszystkich długów – opowiada Kamilla. – Po długiej walce, udało się nam. Michał odzyskał status osoby niepełnosprawnej w stopniu lekkim. 

Kiedy wokół Michała pojawił się zespół ludzi, którzy w zorganizowany sposób chcieli mu pomóc, wszystko nabrało tempa.

– Po odnowieniu orzeczenia, dług za bilety komunikacji miejskiej udało się nam umorzyć – kontynuuje Kamilla. – Michał dostał nawet darmowy karnet na kolejne podróże. Kredyt związany z wciśniętym kursem angielskiego również został umorzony. Batalia o to trwała naprawdę długo i otarła się o kierownictwo banków. Trwały też negocjacje o rozłożenie na raty tych długów, z którymi już niewiele więcej dało się zrobić. 

Remont w życiu i finansach trwał w najlepsze. Jednocześnie pojawili się inni ochotnicy, którzy zaczęli zmieniać otoczenie Michała. Odgruzowywać jego cztery kąty. 

Dwa Michały 

Obok anonimowych ekip remontowych i pomocnej pani architekt, która wszystko zaprojektowała jako wolontariuszka, pojawił się też Michał Gawryś. Przyjaciel Fundacji, obecnie członek jej rady, który od korporacyjnego świata chciał odpoczywać, pomagając. 

– Na prośbę Kamilli zadeklarowałem pomoc, ale wyłącznie praktyczną, bo nie jestem wyrywny do poznawania nowych ludzi – relacjonuje ten drugi, starszy Michał.

Remont u Michała stał się okazją do takiej pomocy. Starszy Michał malował łazienkę, a młodszy uważnie go obserwował. Śpiewał piosenki disco-polo, opowiadał dowcipy. Zaczęli gadać. Seria spotkań. Zrodziła się relacja, w której młodszy Michał mógł czuć się normalnie, jak kumpel, przyjaciel. 

– Z Michałem widuję się raz, dwa razy w tygodniu. Co robimy? – starszy Michał uśmiecha się do własnych wspomnień.

Szaleją. Robią to na własnych warunkach. Michał jest o połowę starszy od swojego nowego przyjaciela, ale to nie przeszkadza im we wspólnym jeżdżeniu na gokartach, wyjściach na pizzę i piwo. Michał-opiekun zobaczył w swoim towarzyszu duży potencjał i pomógł mu go rozwinąć. 

Spędzają masę czasu na rozmowach, które tylko pozornie są o niczym. To one stworzyły w młodszym Michale pokłady nowych słów, ciekawość świata i pewność siebie. Za poświęcany czas starszy Michał otrzymuje wyłącznie satysfakcję, mimo to, ich relacja trwa już od czterech lat.  

W tym duecie młodszy Michał odkrył w sobie pasję do motoryzacji. Gokarty zamienił na skuter, okazał się mistrzem ruchu drogowego i entuzjastą mechaniki. Dwa Michały poznają się coraz bliżej, a młodszy ma okazję testować kolejne smaki orientalnych potraw, na które nie mógłby sobie nigdy pozwolić. 

Dzięki swojemu przyjacielowi, Michał mógł spełnić wiele marzeń. Jedno z nich polegało na organizacji świąt dla swojej mamy i rodzeństwa. Starszy Michał pomógł w przygotowaniu kolacji, sprzątnięciu mieszkania, a następnie przywiózł i odwiózł wszystkich gości. Jak święta, to magia. 

Nie uciekać, gdy jest sztorm 

Równolegle do porządków finansowych i mieszkaniowych, trwa ciężka praca terapeutyczna, prowadzona przez kolejnych Asystentów Usamodzielniania z Fundacji Szczęśliwej Drogi.  

Ostatnią Asystentką, która doprowadziła Michała do 26 urodzin (czyli dnia, w którym formalnie wychodzi się spod skrzydeł Fundacji) była Magdalena Ambroziak

 Pracowali razem przez dwa lata, w tym czasie Michał musiał sprostać wielu wyzwaniom. 

Pierwsze polegało na wzięciu odpowiedzialności za własne działania. Czego robić nie chciał, a raczej nie umiał. 

– Kiedy pojawiał się problem albo jakaś sprawa do załatwienia, Michał po prostu uciekał, wychodził z Fundacji, trzaskając drzwiami. W innych dziedzinach stawał na nogi, ale nad tym musieliśmy pracować – opowiada Magda.

Z panią Barbarą kontakt ma do tej pory, odwiedza ją w Domu w Konstancinie, nazywa swoją drugą mamą. Chętnie pomaga w domowych pracach, kosi trawę. Dużo ze sobą rozmawiają. Pani Barbara uczyła go wdzięczności, co przyniosło skutki. 

W tym czasie Magda przeszła z Michałem do kolejnego wyzwania. Nauki podejmowania decyzji zupełnie samodzielnie. 

– Zobaczyłam, że nie trzeba Michała już aż tak bardzo motywować do działania, więc zaczęłam stawiać sprawy inaczej. Kiedy Michał kręcił nosem, albo obawiał się, że nie uda mu się czegoś zrobić, powtarzałam: “Na pewno dasz radę. Jesteś dorosły i to ty decydujesz. Jeżeli tego nie zrobisz, w porządku, musisz jednak pamiętać, jakie mogą być konsekwencje.” 

Za to oddanie steru nad własnymi decyzjami Michał podziękował Magdzie, kiedy kończyła się ich współpraca w Fundacji. To dzięki temu pierwszy raz poczuł, że wie czego chce od życia. Mógł uwierzyć w to, jak wiele może osiągnąć. 

– Napisz o tym jakoś ładnie – prosi mnie Magda. – O tym, że Michał się otworzył. Swoją ciężką pracą doszedł do tego, że bierze odpowiedzialność za swoje sprawy. Umawia sobie wizyty u lekarza, pilnuje terminów, odbiera i dostarcza dokumenty gdzie trzeba. Umie poprosić odpowiednie osoby o pomoc. Umie planować, marzyć i dążyć do celów. 

Michał już nie trzaska drzwiami, kiedy pojawia się problem. Gdy coś go przerasta, wie za to, do których drzwi powinien zapukać. 

– Najbardziej rozczuliło mnie to, co powiedział mi kiedyś przy wspólnym gotowaniu – opowiada dalej Magda. – Zapytałam, co było dla niego najważniejsze na niedawnych urodzinach Fundacji. To taka nasza impreza co roku w grudniu. Spodziewałam się, że opowie o spotkaniu ze znajomymi, prezentach, dobrym jedzeniu i zabawie. Ale Michał zastanowił się i na chwilę przestał kroić warzywa. Ciągle patrząc na blat, powiedział, że dla niego najważniejsze było to, że mógł dać Kamilli, mnie i innym ludziom z Fundacji prezenty. Że mógł podziękować. Nie kroiłam wtedy cebuli, ale prawie się popłakałam. 

Zupełnie nowy rejs 

Michał znalazł miłość. Niedawno zamieszkał ze swoją dziewczyną. Otacza ją opieką, wspólnie snują plany na przyszłość. Chłopak każdego dnia ciężko pracuje, aby utrzymać swoje nowe gospodarstwo domowe. Został kapitanem swojej rodziny. Chce jak najlepiej wywiązywać się z tej roli. 

W duecie Michała i Michała przyjaźń ciągle kwitnie. Chłopak dzięki temu mógł nauczyć się podstaw gry na pianinie. Jeździ ze swoim przyjacielem na jednodniowe wypady po Polsce. Starszy Michał spotyka się wtedy z klientami, a Michał młodszy pije kawę, spacerując po starówkach Torunia, Poznania czy Łodzi.  

Nie brakuje niespodzianek i wzruszających gestów. Kiedy Michał-opiekun obchodził swoje okrągłe urodziny, od gości zamiast kwiatów i prezentów zażyczył sobie cegiełki wsparcia, za które kupił bilety lotnicze z Warszawy do Gdańska, by młodszy Michał mógł pierwszy raz w życiu polecieć samolotem. 

Michał został wolontariuszem Fundacji Szczęśliwej Drogi. W wolnych chwilach pomaga w naszych działaniach. Jest też niezastąpioną Złotą Rączką. Jeździ na swoim motocyklu, ubrany w profesjonalny strój i od czasu do czasu zagląda do nas, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku. Kiedy Fundacja zmieniała siedzibę, Michał brał czynny udział w remoncie, awansował nawet na Kierownika Remontu. Już nie tylko był na powierzchni, zaczął też tworzyć miejsce, które umożliwi tę podróż innym. 

– Michał to jeden z pierwszych naszych podopiecznych – podsumowuje Kamilla Gibas. – Przez lata zbudował z nami wszystkimi głębokie relacje. Teraz to zupełnie inny chłopak. Wiemy, że już sobie poradzi. Możemy go obserwować i wspierać w razie potrzeby, ale widać, że już jest na swojej szczęśliwej drodze

POMÓŻ NASZYM PODOPIECZNYM tworzyć kolejne tak piękne historie.

Kornel Machnikowski